O MNIE
Najpierw człowiek
Od 1998 roku pracuję z ludźmi. Przez te lata zmieniały się firmy, stanowiska i obszary, którymi się zajmowałam, ale jedno pozostało niezmienne — zawsze najbardziej interesował mnie człowiek po drugiej stronie.
Chcę rozumieć, z czym naprawdę się mierzy, czego potrzebuje i czy rozwiązanie, które mu proponuję, rzeczywiście ma dla niego sens.
Centrum Pomocy Klientom jest naturalną kontynuacją tej drogi.
I od ZAWSZE kocham pomagać 💙
Pomaganie nigdy nie było dla mnie tylko pracą. Towarzyszy mi odkąd pamiętam – w relacjach z ludźmi, w trosce o zwierzęta, w działaniach, które po prostu są potrzebne. Życie nauczyło mnie jednak, że dobra pomoc nie oznacza rezygnowania z siebie. Dziś wybieram pomaganie oparte na szacunku, uczciwości i wzajemności – takie, w którym każda ze stron czuje wartość.


ZANIM TRAFIŁAM DO BANKU
Zanim rozpoczęłam studia i pracę w bankowości, sytuacja życiowa sprawiła, że musiałam po prostu zacząć zarabiać. Znalazłam dorywczą pracę w sprzedaży bezpośredniej.
Dzisiaj wspominam ją z uśmiechem — to były między innymi słynne walizki w stylu: „dwie kupione, trzecia gratis”. Finansowo nie było to doświadczenie, które odmieniło moje życie, ale nauczyło mnie czegoś znacznie ważniejszego.
Po raz pierwszy musiałam podejść do zupełnie obcej osoby, rozpocząć rozmowę i poradzić sobie z własnym skrępowaniem.
Dla młodej osoby było to naprawdę wychodzenie ze strefy komfortu. Dzisiaj widzę, że właśnie wtedy zaczęłam uczyć się czegoś, co później towarzyszyło mi przez całą zawodową drogę — nie bać się ludzi, rozpoczynać rozmowę i próbować znaleźć z nimi wspólny język.
Potem przyszedł 1998 rok, bankowość i zupełnie kolejny etap tej historii.
OD STAŻYSTKI DO DYREKTORKI
Zaczęłam… właśnie w gabinecie dyrektora
W 1998 roku rozpoczęłam pracę w bankowości jako stażystka na pół etatu. I trochę przewrotnie – zaczynałam właśnie w gabinecie dyrektora. Tyle że wtedy nie był to jeszcze mój gabinet. Równocześnie studiowałam – najpierw handel międzynarodowy, a później finanse i rachunkowość.
Jako stażystka robiłam właściwie wszystko, co w danym momencie było potrzebne. Byłam trochę „panią od wszystkiego” – uczyłam się banku od środka i od najbardziej podstawowych czynności. Z czasem przechodziłam przez kolejne stanowiska: pracowałam między innymi w rachunkowości, w kasie i skarbcu, jako doradca oraz osobisty doradca klienta.
Po 13 latach koło się zatoczyło i miałam już własny gabinet dyrektorski. Ale właśnie dlatego, że sama zaczynałam od podstaw, nigdy nie zapomniałam, jak wygląda praca po drugiej stronie drzwi.
Łącznie w bankowości spędziłam prawie 22 lata, z czego około 9 lat na stanowiskach dyrektorskich.
Dzisiaj bardzo doceniam to, że przeszłam tę drogę od podstaw.
Dzięki temu, kiedy później prowadziłam zespoły, wiedziałam, jak wygląda praca ludzi na różnych stanowiskach, z czym się mierzą i jak decyzje podejmowane „wyżej” wyglądają z perspektywy osoby, która później ma je wykonać.
BLISKO LUDZI – TAKŻE JAKO DYREKTOR
Mogłam wybrać gabinet oddzielony od codziennego życia oddziału. Nie chciałam.
Wolałam być blisko ludzi – pracowników i klientów.
Klienci zaglądali, pukali w szybę mojego gabinetu, machali na powitanie. Kiedy mogłam, wychodziłam do nich, rozmawiałam, pytałam, co słychać.
To nie były tylko uprzejmości.
Dzięki relacji i zaufaniu ludzie mówili o swoich prawdziwych problemach, planach i obawach. A kiedy znamy prawdziwą sytuację człowieka, znacznie łatwiej znaleźć rozwiązanie, które rzeczywiście może mu pomóc.
Czasem mieściło się ono dokładnie w zakresie naszej pracy. Innym razem potrzebny był kontakt do właściwej osoby, podpowiedź albo połączenie ludzi, którzy mogli sobie wzajemnie pomóc.
Ta zasada została ze mną do dziś.
Nie muszę znać odpowiedzi na każde pytanie. Chcę natomiast wiedzieć, gdzie jej szukać i z kim warto Cię połączyć.
PROWADZENIE LUDZI TO DLA MNIE NIE WYDAWANIE POLECEŃ
Przez lata prowadziłam zespoły, przeprowadzałam ludzi przez zmiany, rozwiązywałam problemy i podejmowałam również trudne decyzje.
Nie zawsze można było powiedzieć to, co ktoś chciał usłyszeć. Zdarzały się wymagające rozmowy i sytuacje, w których nie było idealnego rozwiązania.
Starałam się jednak, żeby nawet wtedy człowiek wiedział, dlaczego coś się dzieje i co możemy zrobić dalej.
Kiedy sama otrzymywałam trudną informację na poziomie regionu czy makroregionu, nie chciałam przenosić emocji na swój zespół. Do ludzi starałam się wracać już z pytaniem:
Co możemy z tym zrobić?
Czasem odpowiedź znajdowałam ja. Czasem ktoś z zespołu. Czasem robiliśmy burzę mózgów i najlepszy pomysł przychodził od osoby, która po prostu najlepiej znała dany temat.
Do dziś nie kieruję się zasadą: „ja wiem najlepiej”.
Znacznie bliższe jest mi:
Zobaczmy, kto w tej sytuacji wie coś, czego możemy się od niego nauczyć.
Nadal potrafię powiedzieć komuś: „Pokaż mi, jak to zrobiłaś” albo „Pomogę Ci, a przy okazji sama się tego nauczę”.
Bo dla mnie doświadczenie nie oznacza momentu, w którym człowiek już wszystko wie.
Doświadczenie powinno sprawiać, że coraz lepiej wiemy, ile jeszcze możemy się nauczyć.
CHCĘ MÓC SPOTKAĆ SWOJEGO KLIENTA PO LATACH
Przez całą swoją pracę kierowałam się prostą zasadą:
Chcę pracować tak, żebym mogła później spotkać klienta na ulicy z podniesioną głową.
Nie zadartą. Podniesioną.
Nie oznacza to, że każda sprawa kończy się dokładnie tak, jak chcielibyśmy.
Czasami czegoś po prostu nie da się zrobić.
Wtedy wolę powiedzieć klientowi prawdę, niż tworzyć nadzieję, której sama nie widzę. Jeżeli istnieje inna droga — szukam jej. Jeżeli jej nie znam — mówię, że trzeba jej poszukać albo znaleźć osobę, która zna temat lepiej.
Nie unikam również kontaktu wtedy, kiedy sytuacja robi się trudna.
Odpowiedzialność za klienta nie polega dla mnie tylko na tym, żeby być przy nim wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze.
Może właśnie dlatego zdarza mi się wracać do rozmów z ludźmi po wielu latach i przekonywać się, że nadal mnie pamiętają — czasami nawet przez drobne sytuacje, o których sama już prawie zapomniałam.
Dla mnie klient nigdy nie był tylko nazwiskiem czy numerem telefonu.
SUKCES MA SENS TYLKO WTEDY, KIEDY NIE PŁACIMY ZA NIEGO ZBYT WYSOKIEJ CENY
Przez lata bardzo dużo pracowałam, rozwijałam się, awansowałam i brałam na siebie coraz większą odpowiedzialność.
Dzisiaj wiem również, że stanowisko, pieniądze czy osiągnięcia zawodowe nie są warte utraty równowagi i zdrowia.
Sama kiedyś zapłaciłam za tempo życia i ogromną odpowiedzialność zbyt wysoką cenę.
Dlatego dziś inaczej patrzę na sukces.
Chcę osiągać dobre wyniki. Chcę się rozwijać. Chcę pomagać ludziom i budować dobre biznesy.
Ale nie kosztem zdrowia, rodziny, klienta, współpracownika ani własnych wartości.
Chcę, żeby te elementy mogły ze sobą współistnieć, a nie żeby jeden z nich pochłaniał wszystkie pozostałe.
OD POTRZEBY POMOCY NAJBLIŻSZYM DO NOWEJ PASJI
Moje wejście w świat suplementacji, a później marketingu sieciowego, nie zaczęło się od pomysłu na biznes.
Zaczęło się od potrzeby znalezienia rozwiązania dla najbliższych.
Najpierw zainteresowałam się produktem poleconym mojemu mężowi. Zaczęłam czytać, sprawdzać i zgłębiać temat. Później pojawiły się nasze własne doświadczenia – męża, moje i syna – a z czasem również potrzeba szukania możliwości wsparcia dla mojej Mamy.
Im więcej czytałam, tym więcej chciałam wiedzieć.
Wcześniej miałam już kontakt z różnymi produktami i suplementacją, jednak dopiero wtedy zaczęłam znacznie głębiej interesować się tym, co wybieramy, dlaczego to wybieramy i na jakiej podstawie podejmujemy decyzje dotyczące własnego zdrowia.
Nie mam wykształcenia medycznego i nie próbuję zastępować lekarzy. Mam natomiast własne doświadczenia oraz lata czytania, sprawdzania, zadawania pytań i poznawania różnych rozwiązań.
To właśnie z tej potrzeby szukania zaczęła rodzić się kolejna pasja.
NIE PRZESTAŁAM SZUKAĆ ROZWIĄZAŃ
Trudne doświadczenia życiowe nauczyły mnie jeszcze jednej rzeczy: kiedy wydaje się, że jakaś droga się zamknęła, nie zawsze oznacza to koniec.
Czasem oznacza po prostu, że trzeba zacząć szukać inaczej.
To nauczyło mnie, że warto być aktywnym uczestnikiem własnego życia — pytać, sprawdzać, szukać informacji i podejmować decyzje możliwie świadomie.
Towarzyszenie Mamie w jej trudnej drodze zdrowotnej było dla mnie jednym z najważniejszych doświadczeń w życiu. Pokazało mi również, jak ogromną wartość może mieć czas z bliskim człowiekiem i dlaczego nie chcę odkładać troski o zdrowie „na później”.
Nie opowiadam o tym dlatego, że mam receptę na każdy problem.
Opowiadam, bo być może ktoś, kto dziś sam znajduje się w trudnym momencie, potrzebuje usłyszeć, że nadal warto szukać.
MARKETING SIECIOWY – WIĘCEJ NIŻ MODEL BIZNESOWY
Sprzedaż bezpośrednią poznałam już jako bardzo młoda osoba. Marketing sieciowy odkryłam później i zobaczyłam, że może wyglądać zupełnie inaczej niż pierwsze doświadczenia ze sprzedażą, jakie znałam.
W moim życiu pojawił się pod koniec pracy w bankowości. Początkowo traktowałam go jako dodatkową ścieżkę – coś w rodzaju planu B. Nie przypuszczałam wtedy, że z czasem właśnie ta droga stanie się jednym z głównych kierunków mojego zawodowego życia.
Najpierw był produkt. Dopiero później zaczęłam poznawać ludzi, sam model działania i możliwości, jakie daje.
Początkowo sama patrzyłam na ten świat z dystansem. Nie do końca rozumiałam, na czym naprawdę może polegać.
Miałam też wiele obaw i stereotypowych skojarzeń, które często pojawiają się, kiedy ktoś po raz pierwszy słyszy o marketingu sieciowym.
Jednym z ważniejszych momentów było dla mnie pierwsze większe spotkanie tego środowiska.
Zobaczyłam ludzi, którzy spotykają się z radością, dzielą wiedzą, wspierają się, uczą od siebie i pokazują sobie nawzajem, że można pracować również inaczej.
To doświadczenie otworzyło mi oczy na zupełnie inną stronę pracy i biznesu.
Marketing sieciowy zachęcił mnie również do wychodzenia ze strefy komfortu, uczenia się nowych rzeczy i jeszcze większej pracy nad sobą.
Książki, szkolenia, spotkania i kontakt z ludźmi o bardzo różnych doświadczeniach zmieniły mój sposób patrzenia na wiele spraw.
Ta wiedza i sposób myślenia pomagały mi później również wtedy, kiedy w życiu pojawiały się trudniejsze momenty.
Zamiast zatrzymywać się wyłącznie przy problemie, coraz częściej zadawałam sobie pytania:
Co mogę zrobić? Czego mogę się nauczyć? Gdzie mogę znaleźć rozwiązanie?
KIEDY PLAN B STAŁ SIĘ PLANEM A
Kiedy zdecydowałam się zakończyć blisko 22-letni etap pracy w bankowości i zrezygnować ze stanowiska dyrektorskiego, nie wiedziałam jeszcze dokładnie, jak będzie wyglądała moja dalsza droga. Wiedziałam natomiast, że nadal chcę pracować z ludźmi — tylko już na innych zasadach.
Nie wszyscy rozumieli tę decyzję.
Pamiętam komentarze w stylu: „Byłaś panią dyrektor, a teraz będziesz sprzedawać soczki?” Dla części osób odejście z bezpiecznej, dobrze postrzeganej pozycji do marketingu sieciowego wydawało się czymś niezrozumiałym, a nawet zabawnym.
I nie będę udawać, że zupełnie mnie to nie dotykało.
Sama musiałam przepracować w sobie wiele przekonań: co powiedzą inni, jak będą mnie oceniać, czy naprawdę mogę zamienić dobrze znaną drogę na coś zupełnie innego.
Z czasem zobaczyłam jednak, że znacznie ważniejsze od opinii otoczenia jest to, czy sama wierzę w to, co robię, czy robię to uczciwie i czy widzę w tym sens.
Wyniki, które zaczęłam osiągać, były dla mnie potwierdzeniem, że zmiana zawodowej drogi nie oznaczała kroku wstecz. Była po prostu krokiem w inną stronę.
I wtedy zrozumiałam coś, co zostało ze mną do dziś: nie warto budować swojego życia według tego, co inni uznają za „właściwe”.
Czasami trzeba mieć odwagę pójść własną drogą.
A kiedy tej odwagi chwilowo brakuje, ogromne znaczenie mają ludzie, którzy zamiast podcinać skrzydła, pomagają nam je rozwinąć.
Właśnie dlatego tak ważne było dla mnie środowisko, które wtedy poznałam — szkolenia, książki, spotkania i ludzie, którzy również wychodzili poza swoje dotychczasowe schematy.
Nie sprawiło to, że wszystko nagle stało się łatwe. Sprawiło natomiast, że wiele rzeczy stało się łatwiejszych.
I tego doświadczenia nie chcę zatrzymywać tylko dla siebie.
Dzisiaj, kiedy pracuję z ludźmi, sama staram się tworzyć właśnie takie otoczenie: nie mówić komuś, kim ma zostać, ale pomóc mu zobaczyć, co może zrobić ze swoimi możliwościami, doświadczeniem i sytuacją, w której jest dzisiaj.
Marketing sieciowy nauczył mnie, że wychodzenie ze strefy komfortu nie zawsze oznacza robienie wielkich rzeczy. Czasami pierwszym krokiem jest po prostu odwaga, żeby spróbować czegoś, czego wcześniej sami o sobie nie zakładaliśmy.
ZACZĘŁAM OD POLECANIA. Z CZASEM POWSTAŁ ZESPÓŁ
Nie budowałam swojej działalności na nachalnej rekrutacji.
Rozmawiałam z ludźmi, dzieliłam się wiedzą i własnym doświadczeniem, polecałam produkty, które sama poznałam, pozyskiwałam również partnerów biznesowych i pomagałam osobom, które chciały działać razem ze mną.
W naturalny sposób zaczął powstawać wokół mnie zespół, a jednym z efektów tej pracy było osiągnięcie pozycji menadżera regionalnego.
To doświadczenie dało mi kolejne umiejętności, z których korzystam do dziś: budowanie i prowadzenie zespołów, wdrażanie nowych osób, mentoring, przygotowywanie materiałów, prowadzenie rozmów z klientami oraz pomaganie ludziom w znalezieniu własnego sposobu działania.
Przekonałam się również, że etat czy tradycyjna działalność nie są jedynymi sposobami budowania swojej drogi zawodowej. Dla osób, które cenią większą elastyczność i chcą rozwijać coś własnego, istnieją również inne modele. Nie każdy będzie chciał z nich korzystać — i nie musi. Ważne, żeby wiedzieć, że takie możliwości istnieją i świadomie zdecydować, czy są dla nas.
Marketing sieciowy nadal jest częścią mojej drogi biznesowej.
Nadal polecam rozwiązania, które uważam za wartościowe, pracuję z klientami i buduję zespół.
I nadal sprawia mi to ogromną frajdę.
Bo ten rodzaj pracy łączy kilka rzeczy, które naprawdę lubię: kontakt z ludźmi, możliwość pomagania, dzielenie się wiedzą, rozwój innych osób i budowanie relacji.
NIE DOPASOWUJĘ CZŁOWIEKA DO SYSTEMU
To jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyły mnie lata prowadzenia ludzi.
Współpracę zaczynam od rozmowy.
Chcę wiedzieć, ile dana osoba ma czasu, jakie ma doświadczenie, co już potrafi, czego chciałaby się nauczyć i czego właściwie oczekuje od współpracy.
Nie chodzi mi o to, żeby włożyć człowieka w jeden gotowy schemat działania.
To sposób działania powinien być możliwie dobrze dopasowany do człowieka, a nie człowiek do systemu.
Jedna osoba chce po prostu polecać produkty lub klientów. Inna chce rozwijać własny biznes czy budować zespół. Ktoś ma kilka godzin tygodniowo, ktoś inny szuka nowego kierunku zawodowego.
Jedna osoba świetnie rozmawia z ludźmi. Inna dopiero chce się tego nauczyć.
Dlatego pokazuję możliwości, dzielę się materiałami i doświadczeniem, a później wspólnie ustalamy, od czego najlepiej zacząć w konkretnej sytuacji.
Spotkania, szkolenia, materiały i praca zespołowa mają pomagać, a nie tworzyć kolejną presję. Dla mnie osobiście, możliwość korzystania ze wspierającego środowiska jest ogromną wartością, ale każdy sam decyduje, w jakim stopniu chce z niej korzystać.
Dobry zespół nie polega na tym, że wszyscy robią dokładnie to samo. Polega na tym, że ludzie mają wspólny kierunek, ale mogą wykorzystywać własne mocne strony.
NIE WSZYSTKO, CO WYGLĄDA JAK PORAŻKA, JEST PORAŻKĄ
Z perspektywy czasu wiele wydarzeń, które kiedyś odbierałam jako koniec czegoś ważnego, okazało się początkiem kolejnego etapu.
Nie próbuję udawać, że trudne doświadczenia nie bolą.
Bolą.
Nauczyłam się jednak nie oddawać zbyt wiele własnej energii ludziom i sytuacjom, których już nie mogę zmienić.
Wolę wykorzystać ją na to, co mogę zrobić dzisiaj.
Nie zawsze mamy wpływ na to, co się wydarzy.
Mamy natomiast wpływ na to, co zrobimy później.
Dlatego nawet kiedy coś się przysłowiowo wali, staram się nie zakładać, że wszystko jest stracone.
Czasami dopiero z perspektywy czasu widzimy, że coś musiało się skończyć, żeby mogło poukładać się inaczej.
Nie chodzi o upiększanie trudnych doświadczeń.
Chodzi o to, żeby nie pozwolić im odebrać sobie całej energii do dalszego życia.
ODWAGA DO ZMIANY – I DO POZOSTANIA SOBĄ
Z czasem zrozumiałam, że rozwój bardzo często zaczyna się tam, gdzie kończy się to, co dobrze znamy.
Potrzebowałam odwagi, żeby po latach pracy w bankowości odejść ze stanowiska dyrektorskiego i budować kolejną drogę niemal od początku. Później nieraz jeszcze wchodziłam w zupełnie nowe dla mnie obszary — uczyłam się marketingu sieciowego, fotowoltaiki, magazynów energii, programu Czyste Powietrze i kolejnych rozwiązań.
Ale odwaga to dla mnie nie tylko gotowość do zmiany. To również odwaga, żeby pozostać sobą wtedy, kiedy otoczenie oczekuje czegoś innego.
Praca door to door była dla mnie kolejnym wyjściem poza strefę komfortu. Wiele osób źle kojarzy taki sposób pracy albo po prostu wstydzi się chodzić od domu do domu. Ja szybko przestałam patrzeć na to w ten sposób.
Dla mnie nie było to „chodzenie po domach”. To było spotykanie ludzi. Rozmowa. Próba zrozumienia ich sytuacji i sprawdzenia, czy rzeczywiście mogę w czymś pomóc.
Ponieważ wchodziłam wtedy w nową dla siebie branżę, zadawałam bardzo dużo pytań. Chciałam rozumieć rozwiązania, które przedstawiam, wiedzieć, co może mieć znaczenie dla klienta i z czym wiąże się podejmowana przez niego decyzja.
Nie wystarczało mi: „idź, przedstaw ofertę, resztą zajmie się ktoś później”.
Jeżeli miałam usiąść naprzeciwko człowieka i coś mu zaproponować, chciałam wiedzieć, za co biorę odpowiedzialność.
Nie zawsze było to wygodne dla innych. Zadawanie pytań, sprawdzanie, zgłaszanie wątpliwości czy odmowa działania w sposób, z którym się nie zgadzałam, czasami kosztowały mnie sporo.
Ale dzięki temu nauczyłam się jeszcze mocniej, że nie chcę osiągać wyniku za cenę własnych wartości ani zaufania drugiego człowieka.
Nie chcę być „papugą”, która powtarza przygotowane zdania tylko dlatego, że tak każe system.
Chcę rozumieć, co mówię.
Chcę umieć odpowiedzieć na pytania.
A jeśli czegoś nie wiem — chcę mieć odwagę powiedzieć: „sprawdzę”.
I znów trochę zatoczyło się koło.
Jako bardzo młoda osoba uczyłam się przełamywać własne opory, podchodząc do obcych ludzi w sprzedaży bezpośredniej. Wiele lat później ponownie pukałam do drzwi nieznanych mi osób — ale już z ogromnym doświadczeniem pracy z ludźmi i znacznie większą świadomością tego, jak chcę z nimi pracować.
Co najważniejsze, część tych relacji została ze mną do dziś.
Odwaga nie zawsze polega na tym, żeby zrobić coś spektakularnego. Czasem największej odwagi wymaga zrobienie czegoś po swojemu – mimo presji, ocen i oczekiwań innych ludzi.
Każdy kolejny etap mojej drogi dawał mi nowe doświadczenia, wiedzę i ludzi. Dzisiaj wiele z tych pozornie różnych dróg spotyka się właśnie tutaj.
Wierzę w rozwój i w pracę nad sobą. Sama przez lata bardzo się zmieniałam, uczyłam nowych rzeczy, wychodziłam poza własną strefę komfortu i wielokrotnie musiałam przełamywać swoje ograniczenia. Ale z czasem zrozumiałam również, że rozwój nie powinien oznaczać utraty siebie.
Można nauczyć się lepiej rozmawiać, sprzedawać, prowadzić ludzi czy budować biznes, a jednocześnie zachować własny sposób bycia, wartości i wrażliwość na drugiego człowieka. Są rzeczy, które warto w sobie zmieniać – i są takie, których nie chcę oddawać za żaden wynik.
Rozwój ma pomagać mi stawać się lepszą wersją siebie – nie cudzą wersją kogoś, kim powinnam być.
DLACZEGO CENTRUM POMOCY KLIENTOM?
Bo po blisko 30 latach pracy z ludźmi wiem, że problemy rzadko mieszczą się w jednej szufladce.
Ktoś przychodzi z pytaniem o kredyt, ktoś o świadczenie wspierające, ktoś o zdrowie, ktoś o dom, a jeszcze ktoś po prostu szuka osoby, której może zaufać w sprawie, na której sam się nie zna.
Obszary, które znajdują się dziś w Centrum Pomocy Klientom, nie pojawiły się przypadkowo ani pięć minut temu.
W części z nich korzystam z własnego wieloletniego doświadczenia.
W innych współpracuję z ludźmi i firmami, które działają w swoich dziedzinach od lat i mają realne doświadczenie w prowadzeniu takich spraw.
Nie twierdzę, że jestem ekspertką od wszystkiego.
I nie chcę nią być.
Moja rola bardzo często polega na czymś prostszym:
Wysłuchać. Uporządkować temat. Pomóc znaleźć właściwe rozwiązanie albo właściwego człowieka.
Jeżeli mogę pomóc osobiście – robię to.
Jeżeli ktoś inny zna temat lepiej – wolę połączyć klienta z właściwą osobą, niż udawać, że sama wiem wszystko.
NADAL CHCĘ WIEDZIEĆ WIĘCEJ
Mimo prawie 30 lat pracy z ludźmi nadal potrafię powiedzieć:
Nie wiem. Pokaż mi.
I bardzo to w sobie lubię.
Lubię uczyć się od ludzi. Pytać. Sprawdzać. Korzystać z doświadczenia osoby, która w danym obszarze wie więcej ode mnie.
Chcę lepiej działać.
Lepiej rozmawiać z klientami.
Lepiej dobierać rozwiązania.
Lepiej wspierać ludzi, z którymi współpracuję.
Budować dobre wyniki — ale nie kosztem człowieka.
I chyba właśnie dlatego po tylu latach nadal ta praca sprawia mi ogromną frajdę.
Bo nadal mogę poznawać nowych ludzi.
Nadal mogę się czegoś nauczyć.
I nadal mogę zrobić coś, dzięki czemu komuś będzie choć trochę łatwiej.
POROZMAWIAJMY
Nie musisz wiedzieć, do którego dokładnie obszaru pasuje Twoja sytuacja.
Opowiedz mi, czego szukasz.
Jeżeli będę mogła pomóc osobiście — powiem Ci, co możemy zrobić.
Jeżeli właściwsza będzie inna osoba — postaram się wskazać odpowiedni kierunek.
A jeżeli nie będę znała rozwiązania, nie będę udawać, że je znam.
Do usłyszenia!
Agnieszka Piech-Krupka
